Jaka stawka VAT? Pytaj mnie, a ja Ciebie…

Każdy przedsiębiorca, który zdecydował się zrobić odważny krok i wpisał się na chwalebną listę czynnych płatników podatku VAT, w końcu stanie przed dylematem: Jaką stawkę VAT zastosować do mojej usługi?

Wydaje się, że to prosta sprawa – wystarczy poszukać w przepisach podatkowych, albo zapytać księgową. Jestem dobrym przykładem, że to wcale proste nie jest.

Jaką stawkę VAT zastosować? Strzelaj!

Prowadzę specyficzny rodzaj usług – mieszczę się w szeroko rozumianej działalności artystycznej, twórczej i literackiej. Ponieważ w jednym z wcześniejszych wpisów radziliśmy, aby podczas rejestracji firmy, wybrać możliwie dużo punktów PKD, sam mam ich około 10. Skupiam się natomiast na tym, co już wymieniłem.

Przyszedł piękny dzień, w którym miałem wystawić pierwszą fakturę. Podniecenie spore, kwota – choć nie szokująca, powodowała przyjemne mrowienie w kieszeni. Ale chwilę – jaką stawkę VAT mam zastosować? Ponieważ księgowość prowadzi mi firma zewnętrzna, z którą kontaktuję się mailowo, nie chciałem tracić na to czasu. Wykonałem telefon do informacji podatkowej. Po dłuuugim oczekiwaniu, nareszcie odezwał się konsultant. I wiecie co? On też nie wiedział, jak mi pomóc. Chciał poznać kod PKWiU, który wpiszę na fakturze. A ponieważ ja tego kodu nie znałem (nie mam takiego obowiązku), pan nie miał żadnych narzędzi, aby udzielić mi informacji. Ot, taka to służba utrzymywana z naszych podatków.

Ostatecznie pomógł mi kolega, a decyzję o podawaniu 23% stawki VAT potwierdziła księgowość. Wszyscy jesteśmy zadowoleni – no, może Klienci nieco mniej, ale za moją pracę warto zapłacić każdą stawkę VAT J

Usługa usłudze nierówna – nawet, jeśli brzmi tak samo

Wiecie, dlaczego polski system podatkowy jest uznawany za jeden z najtrudniejszych na świecie? Ja nie wiem, bo tego nie rozumiem. Ale mam przykłady, które potwierdzają badania „niezależnych instytucji”. Oto ten najświeższy.

Muszę wkrótce wystawić fakturę. Ponieważ stawka zaproponowana przez Klienta jest mizerna, zależy mi, by skorzystać ze zwolnienia z VAT. Wiadomo, więcej kaski zostanie w kieszeni. Klientowi nie robi to na szczęście różnicy. Ale pamiętajmy – takiemu Naczelnikowi Urzędu Skarbowego różnicę może zrobić cokolwiek.

Moja działalność, a już szczególnie usługa, którą świadczę na rzecz Klienta, podlega możliwości zastosowania zwolnienia z VAT. Wiem to ja, wie moja księgowa, potwierdza mityczna „pani w urzędzie skarbowym”. Wszystko wydaje się jasne. Ponieważ jednak z natury jestem strasznie podejrzliwy i lubię szukać dziury w całym, w pewnym momencie dotarłem do interpretacji Izby Skarbowej w Katowicach.

Zwolnienie z VAT? Tak, ale…

Wspomniana Izba twierdzi, że moja usługa podlega jednak 8% stawce. Jak to możliwe? Nie będę Wam tego wszystkiego tłumaczył, bo sam do teraz mam wątpliwości, czy dokument był napisany po polsku. Po konsultacji z własnym rozumem doszedłem jednak do wniosku, że ta interpretacja mnie nie dotyczy. W skrócie – nie jestem aktorem i nie utrwalam swojej działalności na płytach, kasetach, czy innych blurejach. A to podobno jest decydujące przy ograniczaniu możliwości zwolnienia z VAT. Prawo jest w tym miejscu tragicznie zacofane i nieprecyzyjne. Pojęcie „indywidualnego twórcy” podlega bowiem ocenie urzędnika, a „twórczość kulturalna” może być  zasadzie wszystkim i niczym. Jak tu prowadzić uczciwy biznes?

Jednym słowem – paranoja. Nie wyobrażam sobie, jak może wyglądać szczegółowa kontrola urzędników z US, którzy chcą znaleźć cokolwiek. Mówiąc inaczej – po sytuacji z trzema różnymi stawkami VAT dotyczącymi praktycznie tej samej usługi już wiem, że każdy przedsiębiorca może mieć na sumieniu wykroczenie, albo wręcz przestępstwo skarbowe. Nawet, jeśli o tym nie wie.

Pamiętajcie o jednym –  nie liczy się to, co powie księgowa, żona, kolega, teściowa, „pani w urzędzie”. Gdy popełnicie błąd, tylko Wy będziecie za niego odpowiadać. Dlatego każdemu młodemu przedsiębiorcy radzę – szybko naucz się przynajmniej podstaw księgowości.

Autor jest zawodowym dziennikarzem, redaktorem i copywriterem. Żyje z pisania i mówienia, ale chętnie swoimi umiejętnościami dzieli się też pro bono. Prowadzi własną agencję tekstotwórczą, blog o budownictwie energooszczędnym, podróżuje i namiętnie uprawia ogród. Prywatnie ma żonę, córkę i fioła na ich punkcie. Udowadnia, że można to wszystko połączyć i jeszcze mieć czas na zwykłe nicnierobienie.

Author: Michał Wynarski

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
DBnet biznes – dlaczego nie warto zakładać tego konta?

Witajcie! Na pewno pamiętacie jeden z pierwszych wpisów na tym blogu: gdzie nie zakładać konta firmowego? Chciałbym wrócić do tego tematu....

Zamknij